Spodobała Ci się któraś z moich toreb?
Chciałabyś mieć torbę wyjątkową, niebanalną ?
Napisz :catinabagg@gmail.com
Kto pyta, nie błądzi :)

poniedziałek, 11 listopada 2013

Od pałki...do skóry (4)

Przez wiele lat marzyłam o Wranglerach, albo żeby mieć Rifle.
Takie spodnie kosztowały kiedyś majątek i można je było nabyć tylko w sklepach "Pewex". Ewentualnie na rynku, od ludzi którzy mieli rodzinę w "Stanach" i sprzedając przysłane dobra, reperowali swój budżet :)
Dla młodszych czytelników informacja : "Pewex" to był sklep, w którym można było kupować tylko za tzw. dewizy, czyli dolary albo bony. Posiadanie takiej reklamówki, to także było marzenie.

Dolary były do nabycia tylko drogą nielegalną, u cinkciarzy ;)
Zupełnie nie pamiętam jaki był przelicznik, grunt, że moich rodziców nie było stać na taki zbytek.
Cóż, chodziłam w "wycierusach" firmy "Odra". Do pierwszego prania wyglądały jako tako, ale z czasem nabrały jakiegoś różowego odcienia i męki przeżywałam, kiedy musiałam wyjść w nich na ulicę! Swoją drogą, te paskudne gacie, były wystane w jakiejś horrendalnej kolejce !
Pamiętam swoje super, hiper modne spodnie, mianowicie szwedy. Jeździłam kawał drogi, do krawca, który posiadł tajemną wiedzę ich szycia ;) Bo nie każdy krawiec podjął się ich wykonania! Krawca wynalazła koleżanka i jeździłyśmy autobusem, na jakąś zapadłą wieś, 40 minut w jedną stronę. Poświęcenie to było ogromne, bo psy nas obszczekiwały i goniły. Szłyśmy nie oświetlona drogą, zapadając się po kostki w błocku. Ale warto było ;))))
Z sentymentem wspominam spódniczkę z zamszu. Była taka moda, na spódnice zamszowe, zapinane z przodu na zatrzaski. Szyta była z kilku klinów i ozdobiona ażurkiem kwiatowym. Matko!!! jaka ja byłam szczęśliwa, kiedy ją dostałam.
To zdjęcie znalazłam w necie;) Brakuje ażurka na dole.

 To był czas , jak mi się zdaje, końca podstawówki. Już wtedy dziergałam na drutach. Pod okiem babci oczywiście, uczyłam się różnych ściegów. Mój pierwszy sweterek, był koloru paskudnego-brązowego. Bo przecież zdobycie włóczki w przyzwoitym kolorze, graniczyło z cudem. Ale i tak byłam dumna, bo chociaż kolor był ...bleeee....to przynajmniej miał niepowtarzalny wzór.
Tym dzierganiem, przez wiele lat, uzupełniałam swoją garderobę. Często, zamiast jakiejś gotowej "szarzyzny" wolałam kilka motków włóczki, jakiejkolwiek. Bo to dawało mi szansę na zrobienie czegoś innego, niż było dostępne w sklepach. Z tym, że za włóczką też trzeba było odstać "swoje". Była jeszcze opcja sprucia starego swetra, ale z takiej włóczki paskudnie się robiło ;)
Pierwsze samodzielne szycie, to też z tamtego okresu. Dorwałam jakiś numer "Burdy" i z niej uszyłam sobie komplet : bluzkę i spódnicę. Granatowy materiał, w drobne kwiatuszki :)A ponieważ w domu nie było maszyny do szycia, to szyłam ręcznie. Kosztowało mnie to sporo pracy, ale byłam dumna jak paw !!!
Ciekawe jak odnalazłaby się dzisiejsza młodzież, w tych zamierzchłych czasach.
Beata

37 komentarzy:

  1. Torba z Pewexu marzenie a kosztowała jedynie 0,35 centów,
    "dżinsy "marki Odra też nie były ogólnie dostępne. A szwedy pamiętam, że miałam w lekkim odcieniu niebieskiego i na dole wyhaftowałam kwiaty, to był hit bo żadna z koleżanek takich nie miała :)) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko trzeba było zdobywać w kolejkach ;)

      Usuń
    2. ale jaką wartość miało, i rzeczy się szanowało :)

      Usuń
  2. Takie teksty są jak najbardziej potrzebne, wszak młodsze pokolenie pojęcia nie ma jak to dawniej bywało jak nic nie było, teraz wszystko dostępne, ale już nie ma tego smaczku tej radości ze zdobycia trofeum choćby w postacie reklamówki, ciucha .....
    Buziaki :)
    Ps. Wymyśliłaś cosik ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, wszystko w zasięgu ręki jest...noooo tylko kasa potrzebna ;)
      PS. Pomysł jest...trzeba go na papier przelać :)

      Usuń
  3. Pamiętam Pewex , pamięta i spodnie wranglery... ech....
    A Burda służyła do inspiracji u krawcowej u której szyłam różne cuda,
    bo to była naprawdę extra krawcowa :-)
    Niestety wszystkie moje ciuchy zostawione na pamiątkę
    z tamtego czasu znikły, bo młodsze pokolenie mi je zabrało
    i nosiło uradowane wielce :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech, pamiętam tamte czasy. Tak jak wspomniałaś nie można było zdobyć porządnej włóczki, a ja drutowałam od zawsze, więc wymyśliłam sweterki z resztek. Nawet w szkole na przerwach dziewczyny układały kłębuszki z resztkami i po kolei urywały po kawałku i wiązały. Z tego powstawał melanż z mnóstwem supełków. Ja następnie prostym wzorem robiłam z tego sweterek. Pół klasy miało takie swetry i każdy był inny. Nawet niedawno gdy spotkałam koleżankę z podstawówki wspominała ten sweter z nostalgią. Śmiałyśmy się, że obecnemu pokoleniu też by się pewnie spodobał ale z węzełkami na wierzchu. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tamte czasy, może i były przaśne, ale na pewno zmuszały do kreatywności ;))))

      Usuń
  5. Na bank, dzisiejsza młodzież by sie nie odnalazła. Już nawet nie mówiąc o ciuchach, bo ile razy to się słyszy..i wyście to nosili ...ale obciach :)
    Brak internetu i komórek by ich pozabijał. Gdzie by się ze znajomymi spotykali jakby tych czatów nie było :)
    Dla mnie to młode pokolenie to już straceńcy prawie. Jednostki moze by się dostosowały :)
    Pewex pamiętam, spodnie z niego mielismy z mężem ,dopiero po ślubie.
    Jaka to była radość, teraz to sama nie wiem co by taki jeden z drugim musiał dostać by się cieszyć tak jak my z tych spodni.
    Co oni będą wspominać ?
    Pozdrawiam
    A sweterek to miałam też dziergany na drutach. Jak ja go nie lubiłam ale musiałam nosić i już. Na rynku mama kupiła taką dużą chustę , spruła ją i była wełna .... czarna ze złotą niteczką. Była paskudna !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O wszystko jest łatwiej.
      Większość młodych ludzi prezentuje roszczeniową postawę. Tylko by brali nic nie dając....zero wysiłku.
      Ile człowiek musiał się nagimnastykować, żeby "zdobyć" wymarzony ciuch ;) I ta loteria, w kolejce..."co dzisiaj rzucili?" Kupowało się buty w nie swoim rozmiarze...i potem trzeba było znaleźć chętnego na wymianę ;)

      Usuń
    2. My staliśmy w kolejce po lodówkę a wyszliśmy z maszyną do szycia ... bo lodówek zabrakło :)

      Usuń
  6. Po ukończeniu studiów wyższych jako świeża magister inżynier zarabiałam miesięcznie( w przeliczeniu) 12 dolarów!!!!!
    Nigdy nie kupiłam sobie spodni w Pewexie, a po róż do policzków zachodziłam chyba z 5 razy przeliczając ile dni mogłabym za to przeżyć na studiach w Krakowie!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodnie z Pewexu, to moje marzenie i już się nigdy nie spełni...ha ha ha

      Usuń
  7. Spodni z Pewexu (chyba) nie miałam, ale jakaś ciocia przysłała mi używane z Niemiec. Też były całkiem ok:-). W tym dewizowym sklepie za parę dolców od Babci kupowałyśmy z siostrami przeróżne "dobra". Przeważnie materiały i włóczkę, z której robiłyśmy sobie sweterki. Trza było być kreatywnym, jeśli nie chciało się powielać ulicznej pospolitości. I jakoś się udawało. Parę wyjątkowo udanych okazów z mojej niegdysiejszej kolekcji nosiły potem z dumą moje dzieci. Teraz takie rzeczy są obiektem marzeń miłośników "vintage". To były czasy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie, to stać mnie było, tylko na podziwianie wystaw tego sklepu. Jako dorosła kupiłam sobie materiał jakiś i pamiętam, że tiul na welon ślubny też był z Pewexu, ale jako dziecię, mogłam tylko pomarzyć o zakupach tam. Nadal zresztą są sklepu, w których zakupy to senne marzenie ;)

      Usuń
  8. Ooo tak... właśnie dziś rozmawiałam o tym z córką:)
    Też chadzałam w odrach... paskudnie się wycierały to fakt. Mojego tatę chyba było stać... ale dla zasady nie kupował w pewexach :) i nijak nie dało sie go namówić.
    Swój pierwszy sweter też udziergałam w podstawówce... niebieski, rozpinany...
    Pierwszy haft też pamiętam, maleńka serwetka ...
    Za to pierwszego szycia nie pamiętam... bo w domu szyła mi mama, wszystko co do głowy przyszło... pamiętam jedne spodnie ogrodniczki, z rewelacyjnego materiały, cos niby sztruks nadrukowany ciemno brązowy z nadrukiem czarnym... bardoz je lubiłam.
    Szwedy oczywiście też miałam i bananówę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie...żeby mieć coś ciekawego, innego trzeba było uruchomić własną wyobraźnię :)

      Usuń
  9. O wszystkim tym pisalam na blogu w poscie Jaka bylam. Czlowiek byl tak kreatywny, ze dzisiaj nikomu sie to w glowie nie miesci. Przerabialo sie stare ciuchy, bo material byl fajny, kombinowalo ze skrawkami skory, spruta wloczka, fantazyjnymi dodatkami z babcinych kiecek. Jak mysmy wtedy chodzily ubrane, kazda inaczej, a co jedna to fajniej. Teraz wszyscy jakby umundurowani.
    Zadna z moich corek guzika nie umie przyszyc, a co dopiero cos udziergac, uszyc, czy przerobic. Nie oplaca sie, wszystko tanie i w zasiegu reki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, z przyszywaniem guzików moja córka też ma kłopoty. Ona kreatywna jest, ale do wykonania...mamusia jest potrzebna ;) bo wymyślić, to jedno, ale wykonać to zupełnie inna bajka. Rozleniwiły się te nasze dzieciska ;)))

      Usuń
  10. Nigdy się dżinsów z peweksu nie doczekałam, nigdy. Czasem się kupiło kredkę do oczu za 50 centów. Szyłam sobie kiecki z pieluchy, sama je farbowałam, dziergałam kolorowiaste sweterki, tenisówki przerabiałam na baleriny......i byłam ciekawie ubrana:)) I szanowałam swoje ciuchy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo...kiecki z pieluchy mi przypomniałaś ;) a to też był towar deficytowy !

      Usuń
    2. Znaczy.....te pieluchy ;) deficytowe były.

      Usuń
  11. Fajne masz te ubraniowe wspomnienia :)
    W sumie to ja też nic z Pewexu nie miałam, nie przypominam sobie. Ale pamiętam ten sklep u nas w mieście i zapachy, jakie się tam unosiły.
    W młodości robiłam sobie swetry na drutach, babcia mnie nauczyła. Sama też nam dziergała różne rzeczy i szyła, przerabiała ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanki mama, przez jakiś czas była tam kierowniczką....jak jej zazdrościłam :)

      Usuń
  12. te czasy "pamiętam" z opowiadań mamy i czytając Twojego posta czułam się jakby mi mama opowiadała jak to było:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ło matko...to jak wspomnienia kombatanta!!!! ;))))

      Usuń
  13. tak pamiętam te czasy , a bluzkę z pewexu za 3 dolary mam do dziś zostawilam sobie na pamiątke spódniczki pamiętam , ja miał dobrze mama była krawcową więc uszyła mi wszystko to co sobie zamrzyłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tamtych czasach, krawcowa w rodzinie , to był skarb a jeszcze jak to była mama!!!

      Usuń
  14. Fajny wpis. :)
    ja miałam dżinsy, które dostałam od cioci z Niemiec (biednej, więc dostałam tylko to), ale były nowe i śliczne, więc jakoś mi było głupio przed koleżankami z klasy i tak długo zjeżdżałam z takiej kamiennej poręczy na pupie, aż zdarłam materiał na tyle, że wyglądały na stare. :) Och, głupia! Jak potem mi było żal...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz...a ja swoje "odry" tarłam pumeksem, żeby w końcu były poprzecierane...a te cholery za diabła nie chciały upodobnić się do prawdziwych "wycierusów" ;)

      Usuń
  15. Młodzież teraz w niczym się nie potrafi odnaleźć ... Nie wspomnę już o tym, że nie znają nazwisk rodowych swoich matek, to imię ojca piszą np Krzysiek, a podpisywać się chcą ksywką, to jest hit :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło matko....ale fakt, jakieś niedokształcone pokolenia nadchodzą :)

      Usuń
    2. Wiedziałam, że nie jest dobrze... ale że aż tak źle to nie :)

      Usuń
  16. Dziewczyny, nie narzekajcie na to "nowe" pokolenie. Ja też pamiętam czasy Pewexu, i Baltony ... Nie pamiętam, żeby coś moja mama tam kupowała, bo raczej nie stać było nas na takie luksusy. Na drutach nauczyła mnie robić moja siostra. A nasze dzieci są takie jakie są, i to tylko nasza zasługa.
    Mam ich troje: najstarsza (20 lat) nie umie igły nawlec nie mówiąc o przyszyciu czegokolwiek - ale powoli odnajduje się w kuchni, średnia (12 lat) - mała kreatorka mody i rysunku - wie do czego służy igła, nitka, jak ma nastrój to haftuje kartki czy cokolwiek innego. Jest otwarta na wiedzę i moje dłubanki. Dużo czasu spędzają przy komputerze i w necie. I tu kręci się ich świat. Najmniejszy (4 lata) "gotuje" potrawy z moich koralików do robienia biżuterii a potem przygotowuje przyjęcia, buduje transformersy, i uwielbia słuchać muzyki - lubi "tańczyć".
    Niestety często ograniczają nas możliwości finansowe, żeby świat przybliżyć im jeszcze bardziej. I wtedy zaczyna działać wyobraźnia, pomysły, super prace.
    A tak na zakończenie - gdyby nie te trudne czasy i kombinowanie co z czym połączyć i jak zrobić żeby było fajnie nie było by dzisiaj tak fantastycznych kobiet z designerskimi pomysłami :) I panów oczywiście też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poleciałyśmy trochę uogólnieniami ;), wiadomo, że młodzież jest różna. Świat pędzi do przodu i musi się różnić od tego sprzed kilkunastu, czy kilkudziesięciu lat. Pozostaje nam, jakoś się przystosować i oczywiście dużo łatwiej idzie to młodemu pokoleniu ;) Siłą rzeczy ich życie wygląda inaczej od naszego ;) czasami myślę, że lepiej...a czasami, że jednak gorzej ;)...Ponarzekać, to taki "przywilej" starszych ;))))

      Usuń

Dziękuję za wizytę i cieszę się, że zainteresował Cię mój wpis.
Pozdrawiam Beata :)