Spodobała Ci się któraś z moich toreb?
Chciałabyś mieć torbę wyjątkową, niebanalną ?
Napisz :catinabagg@gmail.com
Kto pyta, nie błądzi :)

środa, 20 listopada 2013

Od pałki ...do skóry (5)

Torby szyję od dawna. A wszystko za sprawą córki, która stawiała przede mną takie zadania, żeby nie powiedzieć...żądała!
Pierwsze torby jakie uszyłam były z materiału, nie wszystkie przetrwały do dzisiaj, nie każda też nadaje się do pokazania ;)
To wieszak, który służy do "przechowywania" toreb. Niestety nie wszystkie mieszczą się na nim, ale mogę uznać, że jest to grupa reprezentatywna ;) Spora część jest przechowywana na strychu.
To torba z materiału. Powstała jakieś 10 lat temu. Mimo upływu czasu wygląda bardzo dobrze i nawet wielokrotne pranie, nie zaszkodziło jej :)
Tą torebkę "wydziergałam" na drutach i szydełku z czarnej wiskozy. Liczy sobie , dobre 10 lat.
I pomimo "słusznego" wieku, nadal służy córce :)
A to żółto-granatowe "cudo", to już skóra. Stosunkowo "młoda" torebka, bo ma raptem 4 lata.
Córka najbardziej gustuje w takich "workowych" tworach.
Moje pierwsze, pierwsze torby ze skóry powstały z tak zwanego przypadku.
Córka , za namową koleżanki ze studiów, wybrała się do hurtowni skór w Łodzi. I stamtąd "przywlokła" skórę. Rzuciła mi ją na kolana i powiedziała...." Mamo, uszyjesz mi torbę!"....Pytam się "jaką?"...."A coś wymyślisz!"
Jasne!!!!!..."wymyślisz"!!!  Myślałam długo, bo pół roku. Co jakiś czas córka mnie motywowała..."Noooo kiedy mi uszyjesz torbę?"....Z ogromną niechęcią myślałam o tym, że przyjdzie mi zmierzyć się z tym zadaniem. Przede wszystkim, maszyna jaką miałam, nie bardzo nadawała się do szycia skór. Marudziłam, że na Łuczniku, to ja se mogę...itd. ale jakoś to nie robiło wrażenia na moim dziecku. W końcu nie wytrzymałam tych jej "jęków". Zakupiłam igły i nici do szycia skóry...i się wzięłam. To znaczy wyjęłam skórę z czeluści szafy....i tak sobie leżała, jak wyrzut sumienia...a ja wcale pomysłu nie miałam. Ale któregoś dnia, dziecię me "wsiadło" na mnie, że teraz i że nie ma odwołania. I tak przymuszona z wielką niechęcią zaczęłam kombinować. Pomysłów było kilka, stanęło na wzorze "workowym" i wyszło takie coś.( kolory są zupełnie do chrzanu, bo ona jest pomarańczowo-żółta, przecierana)
O dziwo, ten wytwór, tak zachwycił koleżankę córki, że zostałam "zmotywowana" do uszycia kolejnego worka.
Tym razem, kolory jak najbardziej, prawdziwe :) Ten worek, "pęta" się gdzieś po Warszawie ;)
Te torby potraktowałam, jak chwilowy wybryk......i wcale nie myślałam, że mogą stać się "częścią mojego życia".
Beata
PS. Mikołaj , jeszcze przez kilka dni, zbiera zamówienia na prezenty :)



30 komentarzy:

  1. Ciekawe i bardzo inspirujące masz zajęcie. A z torebek mnie przypadła do gustu ta skórzana, brązowa ( wisząca obok szydełkowej). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Beatko te dziergane cudo mi się podoba, no dobra wszystkie są śliczne, teraz myślę o mojej torbie firmowej .....
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. rewelacja szczególnie ta dziergana przypadła mi do gustu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo upływu lat, nadal jest używana ;)

      Usuń
  4. Czyli córka Twoja była motorem do działania ;) Te żądania wyszły chyba na dobre, bo robisz to nadal :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, pierwsze torby powstawały na jej wyraźne żądanie ;)

      Usuń
  5. Właśnie miałam zapytać, jak poradziłaś sobie z tym wyzwaniem, dysponując zwykłym Łucznikiem. Wystarczą odpowiednie igły i nici?
    Kiedyś uszyłam sobie etui na swój pierwszy telefon komórkowy. To jednak była miękka i cienka skórka, zbliżona do tej, z której szyje się rękawiczki. Torba to już prawdziwe wyzwanie. Jestem pełna podziwu dla Twojej pomysłowości. Czy jednak takie grubsze rzeczy, jak umocowania i zapięcia, wymagają chyba jakichś pomocniczych działań? Na przykład pomocy rymarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Łucznika, odpowiednie nici i igła wystarczą, z tym że skóra nie może być za gruba :)
      A co do części metalowych, to tak naprawdę staram się używać ich niewiele, a jeśli już, to robię to swoim sumptem, za pomocą młotka ;)

      Usuń
  6. no podziwiam Ci e i Twoje torby , fajnie miec taka zdolna mamę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdym z nas tkwi jakiś talent, tylko trzeba umieć go odnaleźć :))))

      Usuń
  7. To muszę się rozglądać za tą ostatnią torbą na ulicy.......

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jako dziecko szylam zabawki ze skrawkow skorek, wszystko recznie. Mam je do dzisiaj w czelusciach piwnicznych, wnukom bede pokazywac. Mama miala maszyne bez cykcaka, wiec wszystko, co sobie uszylam, musialam recznie obrabiac "plotkiem" - to byla robota. Pozniej kupila mi Lucznika z cykcakiem, ale to takie delikatne, ze nawet dzinsu nie bardzo chce szyc, ze nie wspomne o skorach. Ty masz na zdjeciu tytulowym porzadna maszyne do krawiectwa ciezkiego, mozesz poszalec. Acha, torby tez sobie szylam i dziergalam, recznie rzecz jasna. Zadna sie nie uchowala. Szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz mam nawet kilka maszyn, ale te pierwsze torby na delikatnym Łuczniku powstawały.
      Jako młode dziewczę, też ręcznie obrzucałam swoje szycie ;)

      Usuń
    2. I patrz, nam sie chcialo. A jaka satysfakcja byla, kiedy kolezanki podziwialy taki unikat. Nie wyobrazam sobie swoich dzieci w takich akcjach, one NIC nie umieja w dziedzinie robotek, nawet guzika przyszyc, wola caly ciuch wyrzucic, niz reperowac, Albo przylaza do mnie.

      Usuń
    3. To prawda, satysfakcja ogromna. A dzieci?....przychodzą do mnie i też im koleżanki zazdroszczą ;)))))

      Usuń
    4. Ja poprzestalam na reperacjach, nie chce mi sie tworczo dzialac. Ten blog zajmuje mi za duzo czasu, wszystko przez niego zaniedbuje. Musze to przemyslec.

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. wszystkie torby świetne! no zdolniacha jesteś i tyle!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ach te córki! Gdyby nie one ...:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noooo...zmuszają do rozwoju ;))))

      Usuń
    2. I są najlepszymi krytykami naszych wypocin!

      Usuń
  12. Z pewnością miło się wspomina początki i to że uległaś namowom córki :D bo teraz to nie tylko szyjesz torby , ale "malujesz" na nich piękne obrazy :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Często jest tak, że dzieci nas motywują, a to był " strzał w dziesiątkę"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda..."wzięło" mnie na całego ;)

      Usuń
  14. Dzieci to najlepsza "motywacja" ... wiercą dziurę w brzuchu, wiercą aż człowiek dla własnego świętego spokoju realizuje to co dziecię akurat wymyśli. Mnie tak "zmotywowały" do dziergania, ostatnio sowy są na tapecie i nie wiem czy kiedyś się uwolnię, bo teraz cała żeńska część klasy sobie zażyczyła sowie zawieszki :))
    Torby są przecudne! :))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę i cieszę się, że zainteresował Cię mój wpis.
Pozdrawiam Beata :)