Spodobała Ci się któraś z moich toreb?
Chciałabyś mieć torbę wyjątkową, niebanalną ?
Napisz :catinabagg@gmail.com
Kto pyta, nie błądzi :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 sierpnia 2013

Jeszcze lato

 Jeszcze jest ciepło, jeszcze słońce cieszy nas swoim obliczem, ale nieuchronnie zbliża się jesień.
Kilka fotek z mojego mini ogródka :)
 Maliny!......z jogurtem.....na deser...mniam.
Cana......bardzo podobają mi się te kwiaty. W zeszłym roku, jesienią dostałam kilka kłączy i rosną i kwitną!
Jak się zwie to cudo, nie mam pojęcia...ale jest piękne :)
A to ozdoba mojego brzydkiego, betonowego płotu :)
Tego wszystkiego pilnuje moja kochana sunia
Ups.....Kama jest psem nad wyraz ruchliwym, ale w końcu udało się uchwycić ją w stanie spoczynku;)

A teraz mini ogródek na moich etui ;)
I jeszcze jedno kwiecie
No...zarzuciłam Was dzisiaj zdjęciami.
Miłego dnia
Beata






sobota, 3 sierpnia 2013

Żar!!!

Z nieba leje się żar, jest "cudownie" gorąco. Delektuję się tym ukropem w zaciszu domowym ;)
Włączyłam wiatrak na 4 stopień wiania, umościłam się w fotelu....wiatr we włosach, słońce za roletą...normalnie jest ...bosko. Dwa kroki do lodówki, a tam.....zimna, łupiąca w zęby woda, do tego odrobina soku i jeszcze, w celu utrzymania przyzwoitej temperatury, garść kostek lodu.
Nawet mnie nie wzruszył sms o treści: ...."pozdrowienia z Mielna, w słońcu 41....." A niech się tam smażą i skwierczą, ja zamykam oczy i też "prawie" jestem nad morzem (?)
Nawet koty, zwierza ciepłolubne szukają chłodu na płytkach......co jakiś czas zmieniają płytkę i chłodzą te swoje futerka. Pies na podwórku wlazł w porzeczki i tam szuka ulgi. Tylko biedne kwiecie w skrzynkach ledwo zipie, parasol nad nimi rozpięłam, ale czy są mi wdzięczne?(te kwiecia)...nie wiem.
Plan miałam ambitny, wycieczka rowerowa mi się zamarzyła (!)...chyba że o 21, bo teraz powietrze parzy!
Tak dla uspokojenia i ukojenia szalejącego "pożaru", torebeczka (21 cm x 21cm)w spokojnych, ciepłych, ale nie gorących kolorach.














Tu z lampą błyskową, bo bez niej, kolor podszewki wychodził jakiś dziwaczny ;)







Dzisiaj chętnie pojechałabym na jakiś lodowiec !!!!
Beata

piątek, 19 lipca 2013

Nie miała baba......

No nie miała baba roweru, to se go sprawiła :)
Rower został nabyty, drogą kupna na tzw. rynku wtórnym ;) Wybór był spory, ale moje oko spoczęło na nim i tak już zostało. A to wszystko z powodu koloru. Jest w pięknym, bordowym kolorze i przypomina mi mój pierwszy rower ( było to lata świetlne temu ;), który zwał się "Karat", był składakiem i miał właśnie bordowy kolor.
Oto mój nabytek
Jako, że to rower miejski, to należało uzbroić go w koszyk. Bo jednak głównie ma służyć jako pojazd zaopatrzeniowy, a przy okazji rekreacyjny.
Koszyk zakupiłam...nówka szefowska,nie śmigana. Co to dla mnie zamontować koszyk(?).......pesteczka.
Jak pomyślałam, tak się zabrałam za montaż.
Należało tylko rozmontować kierownicę, na rozmontowanej,zamontować uchwyt do kosza, następnie skręcić kierownicę. Do uchwytu przymocować kosz. Po czym trzeba było zamontować podpórki do kosza (żeby się nie wypaczał pod wpływem ciężaru) ... te do osi koła należało przykręcić. Zajęcie oceniłam na jakąś godzinkę z przerwą na łyk herbatki..........taaaaaaaaaaaaaaa
Praca zajęła mi jakieś 2 godziny z haczykiem. W tak zwanym między czasie należało wykonać "telefon do przyjaciela", w tej roli świetnie spisał się syn :) . Telefon był nie jeden.....całość działań montażowych była okraszona różnej maści przekleństwami a nawet pięknymi wiązankami. Po d....., po mych plecach spływał pot.... przechodziłam chwile załamania, bo się okazywało, że śrubki będące na wyposażeniu kosza są za krótkie i coś co miało idealnie pasować jakoś nie chciało.  Przy okazji dokonałam inwentaryzacji różnego rodzaju śrub,śrubeczek, nakrętek nakręteczek.( swoją drogą po co ja je kupowałam?)...jednym słowem odwaliłam kawał roboty a tylko zamontowałam kosz na rowerze.
Tyle opowieść rowerowa.
--------------------------------------------------------------------------
Jak wiecie ostatnio, pod przemożnym wpływem córki, szyję torebki....torebusie.... torebunieńki ;)
Prezentuję kolejną. Tak mi się jakoś porobiło, że tworzę je parami. Udało mi się wykończyć jedną, drugą "od pary" pokażę jutro.
Torebka jest malutka 19 x 19 cm.
 Spieszę donieść, że te kwiaty, to irysy :)
Wewnątrz kieszonka.
Tym razem zapinanie na magnesik.



 Beata





środa, 10 lipca 2013

Radość

Co jakiś czas spotykam się z koleżankami z liceum. Raz w roku...czasami co dwa lata zdzwaniamy się i spotykamy na kawie, albo na piwku ;)
Jest nas sześć, czasami uda się "skaptować" więcej kobitek, ale stała ekipa to właśnie nasza szóstka. Właśnie wczoraj miałyśmy taką babską nasiadówkę :)
Zawsze jest wesoło. Sypią się wspomnienia, opowieści dziwnej treści ;).......
Od matury minęło 30 lat z okładem, a kiedy widzę te roześmiane twarze, mam wrażenie jakbyśmy świadectwa dojrzałości odbierały rok temu.
Patrzę na te "moje" dziewczyny i zastanawiam się jak potoczyły się nasze losy. Życie w bezwzględny sposób potraktowało nasze marzenia.
Przecież każdej z nas wydawało się, że będzie mieć wspaniałego męża, piękny dom pełen ciepła, cudowne dzieci......miałyśmy robić wielkie kariery, zwiedzać świat (no....Europę). Marzyłyśmy o dostatnim życiu, mlekiem i miodem płynącym.... Wszystkie miałyśmy na oczach różowe okulary.
I każda z nas startowała w dorosłe, samodzielne życie z myślą, że właśnie jej się uda !!!
Hm...każda stając na ślubnym kobiercu z tym wyśnionym i jedynym, wiedziała(!), że jej życie będzie takie jak sobie wymarzyła. Ukochany obiecywał przecież, że on będzie wspaniałym, zapobiegliwym mężem, płatki róż będzie rzucał swojej Księżniczce pod nogi. Wszystkie kłopoty i przeciwności losu będą wspólnie rozwiązywać. Stworzą tandem, którym razem dojadą do pięknej starości.
I na początku zwykle tak jest....wszystko przebiega tak jak sobie wymarzyłyśmy.
A po latach, okazuje się, że rzeczywistość trzeszczy .... tych płatków róż coraz mniej, miód okazuje się zatruty dziegciem, mleko dostaje nam się skwaśniałe...no i z budową tego tandemu też coś nie wychodzi.
A my ?......siadamy przy stoliku w kawiarni i cieszymy się tym co mamy .... Może to, nie jest to, co chciałyśmy...... może nawet nie tak, jak chciałyśmy....a czasami żyjemy tak, jak nie chciałyśmy.....a jednak umiemy się uśmiechać :)
Beata

sobota, 22 czerwca 2013

Poranna kawa

Poranna kawa :) jest dla mnie nie tylko przyjemnością...jest również obowiązkiem, bo bez niej nie potrafię funkcjonować.
Zimą najchętniej pijam ją na kanapie, przed telewizorem, z laptopem na kolanach, zakutana w ciepły szlafrok i marzę żeby przyszła wiosna a najlepiej lato, żebym mogła cały ceremoniał odprawić na tarasie :)
No i przychodzi ciepełko, nic tylko spełniać swoje jesienno-zimowe marzenia. Oczywiście nie mogę sobie na to pozwolić każdego ranka...ale w sobotni poranek jak najbardziej.
I jak tak sobie siedzę i pijam kawusię, cieszę oczy swoim skromnym ogródeczkiem :)
Czasami towarzyszą mi koty..... chyba że akurat odezwie się w nich instynkt łowcy i uskuteczniają polowanie na pobliskich polach :) 


Kilka fotek z mojego mini ogródeczka :)

 Pięknie zakwitł jaśmin i roztacza swój odurzający zapach :)
 Ostatni kwitnący irys.
 Taki kwiecisto-roślinny miszmasz..... i mój cień ;)


 Ogórecznik, ponoć kwiaty można jadać w różnej maści sałatach..ale ja nie próbowałam. Ten na zdjęciu, to jeden z wielu...samosiejka.
Drzewko prosi się o postrzyżyny :)











 Parapetowe kwiecie :)
 Figowe pyszczycho w kadrze :)
Maciejka...jeszcze chwilka i będzie cudnie pachnieć :)











Beata

niedziela, 21 kwietnia 2013

Trochę nowszy mebel

W kwestii toreb, ogarnął mnie marazm, nie chciejstwo. Wena wzięła się zabrała i gdzieś poszła w siną dal. Ale żeby nie było, że leżę do góry brzuchem i lenię się. Co to, to nie.
Jako że wiosna, to mi się zachciało zmienić nieco wystrój domku :)
Oto komoda, która poszła pod mój "nóż" ;)


Jak zwykle mam problem ze zdjęciami ;)
Na każdym jednak widać, że komoda mocno "zużyta", dawno straciła swój blask.



Długo wahałam się, co z nią zrobić. Wyrzucić? jakoś nie bardzo, szkoda klamota, bo mimo, że posunięta w latach, konstrukcję ma zdrową.
Jest cała z drewna, a teraz nastały czasy mebli paździerzowych, co to po pół roku użytkowania, nadają się na podpałkę ogniska.













Przymierzałam się do niej od dawna. W końcu wygrzebałam papier ścierny i się wzięłam za drapanie. Po jakiś 2 godzinach  pracy uzyskałam taki efekt.

Następny dzień i następne godziny ścierania :) Nie było to takie... hop siup, bo komoda ma freziki, gzymsiki, roweczki i nad nimi najwięcej się naklęłam (czyt. napracowałam).
 "Bawiłam " się tak przez tydzień i zastanawiałam się co dalej ?
Początkowo chciałam żeby była taka naturalna. Niestety okazało się, że każdy element jest wykonany z innego drewna. Taka "łaciata" nie pasowała do mojej wizji pokoju.
No to poszłam w poszukiwaniu jakiejś farby, żeby mebel zamalować i wygładzić kolorystycznie.
Zakupiłam i pomalowałam..a efekt jest taki :)

Efekt delikatnych smug i śladów pędzla, jak najbardziej zamierzony :))))) Zmieniłam uchwyty, bo stare, były już bardzo stare ;)
Uzyskany kolor satysfakcjonuje mnie, chociaż do pełni szczęścia nieco brakuje.
Bo farba miała być mniej połyskliwa, na próbkach wyglądała na matową, pan odpytywany z tematu farby, twierdził, że połysku nie będzie. No ale jest....Nie mniej duma mnie rozpiera, że dokonałam tego wiekopomnego dzieła ;)
U mnie dzisiaj cud pogoda...ogromne słońce daje czadu :)))))
Beata


piątek, 5 kwietnia 2013

Niespodzianka

Loteria....losowanie fantów....zabawa, która nigdy nie przynosiła mi szczęścia. Jako nieletnie dziecię z zazdrością patrzyłam na rówieśników, którzy wygrywali baloniki, piłki...no albo nie daj buk...lalkę!!! Jak ja nienawidziłam tych uśmiechniętych dzieciaków...aż się wstyd przyznać do takich uczuć...ale to prawda. No bo ja, przecież grzeczna dziewczynka.....a los nie uśmiechał się do mnie. Nie było mi dane przeżyć tej dziecięcej radości wygrania czegokolwiek :)....Tata próbował ratować sytuację.....strzelał do tarczy...i "wystrzeliwał" córci jakiegoś pierzastego kwiatka...no ale to nie to samo, co wygrać !
Mając smutne doświadczenia ;) z lat dziecięcych, z dużą rezerwą podchodziłam do zabaw typu "rozdawajka". Zgłosiłam się do kilku, zupełnie bez wiary, że wygram.
Mariola z bloga Szydełkowy Zawrót Głowy ogłosiła, że "wyda" szalik własnoręcznie dziergany.
 Po raz kolejny wystawiłam swoje szczęście na próbę....zgłosiłam się.
Przyznam, że zupełnie zapomniałam o terminie losowania, no bo tyle razy nic nie wygrałam. Uważałam, że i tym razem szczęście sobie ze mnie zakpi.
A tu taka "siurpryza" ;))))))
Musiałam przeżyć te kilkadziesiąt lat, żeby poczuć, jak wygląda radość z wygranej :)))
Co prawda szalika nie wygrałam...ale Mariola obiecała mi niespodziankę.
Niecierpliwie czekałam na przesyłkę....i w końcu nadeszła !
Duża koperta...a w niej...

śliczna serwetka, która idealnie pasuje do mojego kuchenno-salonowego wnętrza :)))))
Ale to nie wszystko!!!!...bo z koperty wypadły jeszcze....kolczyki zrobione przez Mariolę:
Myślicie, że to wszystko?
Już zmierzałam z kopertą do kosza....ale w ostatniej chwili zerknęłam do środka...a tam :
kolejne kolczyki !!!!
Prezentuję je na tej "fajansowej" pani, bo ona dużo bardziej fotogeniczna ode mnie jest :)
Dziękuję pięknie :))))
Mariola zrobiła mi swoją przesyłką niebywałą radość :)))
Beata

wtorek, 2 kwietnia 2013

Wlazł kotek na.....

Święta, święta ......i po świętach .
W tym roku były wyjątkowe.
W sobotę , słońce zapowiadało piękną wiosenną aurę. Złośliwie pomyślałam o wieszczach pogodowych, że ich przepowiednie do bani są ;)
Nawet plany wycieczkowe na poniedziałek  poczyniłam,  zamarzyło mi się pobliskie ruiny zamkowe pozwiedzać.
Niedzielny poranek...spojrzenie za okno........i łza w oku się pojawiła ! Bo święta, bo rodzina ma przyjechać...ale żeby ta rodzina dostała się do mnie, to ja z łopatą musiałam ruszyć i przekopać się do furtki!!!!!!!! W ten pracowity sposób zaczęłam świętowanie.....
I kiedy wydawało mi się, że skończyłam walkę ze śniegiem, to panowie z Ochotniczej Straży Pożarnej, przejechali swym bojowym wozem i odśnieżyli ulicę..i super i pięknie, tyle tylko, że zwały śniegu pojawiły się przed moją bramą:(...No co....łopata i do boju!!!!. Jedyna pociecha, że sąsiedzi nie mieli lepiej.
W niedzielę śnieg sobie sypał baaaaaaaardzo delikatnie, tak niby od niechcenia.....wieczorem ponownie byłam "odcięta" od świata ;) W poniedziałkowy ranek, należało powtórzyć czynności z łopatą.
Było, minęło....dzisiaj słońce świeci :)))))
Kocia "rodzinka" mi się powiększyła.....oto osobnik, który zasilił kocie szeregi :)

 I jeszcze koci grzbiet :)

Ach, jeszcze jedna fotka, że niby kot na płocie siedzi ;)
Beata

piątek, 29 marca 2013

Wielkanoc w Boże Narodzenie

Za oknem u mnie jest tak
......i jeszcze tak
anioł prosi o wiosnę tak
a Mikołaj siedzi na jajkach tak
bo zając gdzieś się schował .
Beata

środa, 20 marca 2013

Świat się śmieje :)

Pomimo paskudnej aury za oknem, uśmiecham się :)
A się uśmiecham, bo dostałam wyróżnienie.
Wyróżnienie wręczyła mi Alcydło Kr. Jestem dumna ogromnie :)
Siedem prawd o mnie :
- do niedawna piłam kawę słodzoną 7 łyżeczkami cukru ... ale mi już przeszło :)
- poza butami i torbami mam hopla na punkcie rajtuz
- lubię rosół
- odpoczywam przy szydełku ...ostatnio nie mam na to czasu 
- marzę o podróży dookoła świata ...ale najpierw Chiny ;)
- tęsknię za wiosną
- kocham morze
Jeszcze raz bardzo dziękuję.
Beata

niedziela, 17 marca 2013

Jaja czas zacząć

Za oknem wielkie, ogromne słońce. Co prawda wieje chłodem (delikatnie mówiąc) ale mimo wszystko jest zapowiedź wiosny :)
Znalazłam odrobinę czasu żeby ubogacić dom w jaja.
Dziewczyny dekupażują, malują...a ja sobie uszyłam kilka.
Muniek musiał oczywiście skontrolować wykonanie. Miał zapewne ogromną ochotę "pokulać" sobie jajami ;) ale pogoniłam dowcipnisia.





Zastanawiałam się gdzie i jak je wyeksponować. Znalazłam dla nich takie oto miejsce.


Jajka są wypełnione ociepliną,  nie ma więc ryzyka potłuczenia.
A teraz pokażę Wam jajka, które przechowuję z ogromnym pietyzmem, bo liczą sobie jakieś 25 lat...a może nawet 30......sama jestem w szoku, jak policzyłam ile lat upłynęło od ich powstania.
Te jajka stworzyła moja babcia. Wydmuszki oklejone materiałem.
Było ich znacznie więcej, ale są jednak bardzo delikatne i niestety sporo uległo zniszczeniu.
Babcia z moją mamą, "robiły" jeszcze inne jajka. Gotowane były w cebuli a potem żyletką wydrapywały na skorupkach wzorki. Jajka były piękne...zdobione koronkowymi wzorami. Te niestety są tylko w moich wspomnieniach. Kiedyś próbowałam zrobić takie same...ale jednak nie znalazłam w sobie na tyle cierpliwości.
Beata